Szaman Szmatana

Pamiętnik podświadomości.

| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
WŁAŹ
RSS
sobota, 25 października 2008

Słońce pomarańczowo oświetlało korony sosen. Wiatr był bardziej zapachem, niż fizycznym doznaniem. Unosiłem się na wysokości pierwszych gałęzi drzew, spoglądając na powolnie snujące się po nich języki upału. Gdzieś między konarami przebijała się jaskrawozielona barwa morza chyba, bo wkoło pachniało jakąś taką słodką afrykańską spiekotą, która wcale nie przypominała upalnego lata mojego dzieciństwa. Możliwe, że widziałem nawet grzbiety powoli przewalających się fal, ale tak naprawdę, to chłonąłem wciąż żar odbijający się od zielonych igieł i oczewkiwałem.

Mimo, że wzrok mój ogarniał górne partie pasa drzew oddzielających mnie od morza, siedziałem przeciez wciąż na chodniku i pozostajac w tej pozie niemal od zawsze, trzymałem głowę w dłoniach, opierając ręce na kolanach.Byłem cały umorusany, a krótkie spodenki z bliżej nieokreślonego dżinsopodobnego materiału miło dotykały mych ud. Dlaczego byłem blondynem?

Patrzyłem  z uśmiechem na ten stoicki bezład przyrody, bawiąc się swoim niczym niezawinionym szczęściem.

Dziwnie jednak, nie opuszczała mnie świadomość, że wszystko to dzieje się w czasie przeszłym.

19:54, kloozkha
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 marca 2007

Zwróciłem głowę w lewo. Stalowoszara pustka zaczęła pęcznieć większymi i mniejszymi pęcherzykami, z których sączyć się krew koloru reklamowo krwawego. Krew zaczęła topić foliowo elastyczną materię, za pomocą iście filmowego kontrastu. Wszystko w absolutnej ciszy. Spod szarości zaczął wyłaniać się obraz.

12:52, kloozkha
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 stycznia 2006
Widok z oka dziecka

Spojrzałem w prawo; popołudniowe słońce wypiekało krawężniki na skrzyżowaniu, które ujrzałem. Wpisane ono było dokładnie pomiędzy cztery brązowocegłe, wysokie kamienice, których spiczaste, drewnem podszyte dachy wystawały ponad korony burożółtolistnych zjesieniałych drzew. Słońce ostrymi promieniami cięło przestrzeń międzygałęzną, rysując żółtoszare wzory na chodniku ulicy, wzdłuż której spoglądałem. Reszta liści, która ostała się jeszcze na drzewach, zdawała się rzucać słoneczne odblaski na bekonowobrązowe cegły bydynków, poruszana delikatnym, jesiennym chłodem podszytym wiatrem, który co chwilę wygrywał walkę z kolejnymi fragmentami sukni drzew i spuszczał je powoli i delkatnie w kierunku ich corocznego fatum - chodnika. Ulica, z obu stron zadrzewiona, schodziła łagodnie w dół, tworząc w oddali ekran dla słonecznego nieba.

Inaczej poczynało sobie słońce na ulicy , której jedynie mizerny kawałek widziałem pomiędzy kamienicznymi ramami skrzyżowania. Nie załamując się na żadnych dachach, rozhulany upał smagał zakurzonym powietrzem szare tutaj frontony kamienic, spadał bezlitośnie na przybrudzoną markizę sklepu spożywczego i koziołkując po wystawionych na ulicę skrzynkach owoców, tonął w zupie ulicy, która zdawała się powoli spływać ku widocznemu nieco dalej przejściu dla pieszych.

Powietrze pachniało i rozgrzanym asfaltem, i zakurzonym owocem, i chłodem cegły, tworząc upojną mieszankę zapachów powoli zdychającego lata. Wciągnąłem hałst woni przez nos, rozkoszując się zapachem aż do zamknięcia oczu. Potem spojrzałem na siebie. Niebieskie dziecinne skarpetki i czerwone skórzane sandałki, na klamrach ozdobione plastikową biedronką,kawałek tłustych, gładkich i opalonych kolan oraz krótkie spodenki ogrodniczki składały się na mą postać. Co prawda potrafiłem dostrzec na sobie również koszulkę, ale za nic nie mogłem nazwać jej koloru. Domyśliłem się również w jakiś sposób, że jestem spiczastonosym, piegowatym blondynkiem, ale nie zrobiło to na mnie jakiegokolwiek wrażenia. Podobnie, z zupełnym spokojem podchodziłem do faktu, że dokładnie wiedziałem, co z tym całym krajobrazem jest nie tak: moje uszy wypełniał gwar ruchliwej miejskiej ulicy, a gdziekolwiek bym nie spojrzał i jak daleko bym wzrokiem nie sięgał - nie było nikogo. 

19:56, kloozkha
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 stycznia 2006
V. Żmijka w różowym baloniku.

Po chwili zdałem sobie sprawę, że taka mała głupia Żmijka w różowym baloniku nie jest wcale ciekawsza niż otoczenie w którym się znajduję. Odwróciłem głowę, a żmijka, wypuszczona z pulchniutkiej rączki poszybowała w stronę przyjaźnie oświetlonych słońcem kumulusów. Może przez chwilę nawet pomyślałem o tym, że to raczej wcale nie jest załatwienie sprawy - ot, tak - udawanie, że się zapomniało o jej paskudnym pysku i puszczanie jej w chmurki. W końcu zza takiego samego tumanu wyskoczyła teraz i narobiła mi strachu. Ale dziecko wzięło we mnie górę i rozejrzałem się dokoła.

żmijka w różowym baloniku.

14:39, kloozkha
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 grudnia 2005
Nagle zza tumanu, bez najmniejszego ostrzeżenia, kompletnie poza moją kontrolą i przygotowaniem, wyskoczyła, wielka jak kłąb złowrogich czarnostalowych chmur nad rozległym horyzontem, poczwara żmijowata z zębami jak czołgi i oczyma jak jeziora, wyrywając się do tej niby- rzeczywistości przez jakąś, nieznaną mi dotąd, szparę w jaźni. Ledwie udało mi się ją zatrzymać tuż przed tym, jak opadłaby na mnie w swych niecnych zamiarach, i zawinąć w jakiś, wymyślony naprędce  przezroczysty woal niematerii. Nagle żmijka znalazła się wewnątrz małego, wydymanego balonika, a me ręce stały się pulchniutkimi rączkami dziecka. Usiadłem spokojnie na rozgrzanym słońcem krawężniku i zacząłem z ciekawością przyglądać się żmijce, zastanawiając się, kim ona może być.
11:00, kloozkha
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 listopada 2005
IV. Powrót
Wróciłem na swą półkę. Powietrze pulsuje ogniem, skała, w miejscu gdzie siedzę, drży od upiornego wichru. Nie czuję jednak tego wszystkiego; rzeczywistość zdaje się opływać mnie , tworząc tłumiącą bańkę bezpiecznego oddalenia wokoło . Gdybym przyjrzał się swojemu światu bliżej,pewnie zobaczyłbym gdzieś pod skórą zawiei kłębiące się karki gości, którzy muszą tu nadejść, mógłbym może nawet zobaczyć wynurzające się spoza tumanu jakieś pazury obrzydliwe i prawdopodobnie gdybym posłuchał, to usłyszałbym szlastanie brązowawogalaretowatego szlamu, ale już sama obecność na Mojej Krwawej Półce jest dziś dla mnie dość  szokująca. Muszę się znowu przyzwyczić.
19:41, kloozkha
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 listopada 2005
III (pobok)
Czasami obraz się zaciera. Czasem całkowicie znika. Pozostaję, odarty z wyobraźni, nagi i przerażająco prawdziwy. Stworzony, a nie tworzący. Kulę się w przerażeniu wewnątrz czarnej klatki piersiowej. Ale nie będę na razie wychodził. Tego boję się nawet bardziej.
19:20, kloozkha
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 listopada 2005
13:22, kloozkha
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 listopada 2005
Ognisty wiatr tworzy bruzdokrwawe otwory w moim ciele. Zza przepaski na biodrach wyjmuję spalony kwiat i rozcieram go na wietrze. Płatki uciekają, nakrapiając nikłym brązem szaroczerwoną zadymkę. Przez chwilę wydaje mi się, że wiatr odrywa też kawałki mojego ciała, a strużki krwi powoli rozprowadzają się w pędzącym powietrzu. Zniekształcenie rzeczywistości staje się tak zupełne, że muszę hamować przed samorozpadem i wracać sam do siebie. Okrutny krajobraz cieszy jedne z moich oczu, wiem, że niedługo będzie jeszcze ciekawiej. Oczekuję gości. 
15:43, kloozkha
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 października 2005
Czas siedzenia wciąż trwa Spoglądam pod zwisające swobodnie stopy i widzę szarością przepełnione wichry, jak kotłują się gdzieś pode mną. Słyszę ich huk. Nie podoba mi się ten obraz, więc wtykam palce w rzeczywistość i modeluję. Po chwili spoglądam na przecichą mgłę, rozpościerającą się tuż pod moimi stopami. Wiem, że to tylko forma, którą nadałem swoim myślom, pod nią zaś kotłują się  czarne cielska wężowej prawdy. Nagle uświadamiam sobie, że jest cicho. Przerażająco cicho. Zastygam w bezruchu i przyglądam się przeciwległemu brzegowi przepaści - zastanawiam się, jak jest on możliwy, skoro go nie wymyślałem, a z drugiej strony wiem, że był tam od zawsze. Mam kilka teorii na temat drugiego brzegu, ale jest też wiele ważniejszych spraw do wykonania, więc jeszcze nie zaprzątam sobie nim głowy. 
19:40, kloozkha
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2